Psycholog Warszawa Czy w seksuologii stosuje się pojęcie normy?
Forum psychoterapia, forum psychoterapeutyczne, forum psychoterapii

Forum psychoterapia dotyczące psychoterapii i pomocy psychologicznej w leczeniu zaburzeń psychicznych.


You are not connected. Please login or register

Czy w seksuologii stosuje się pojęcie normy?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Admin


Admin
Transwestytyzm, fetyszyzm nie są społecznie akceptowane, ale nie są patologiami. Jeżeli jakieś zachowanie odpowiada parze, służy budowaniu miłości, to nie ma w nim nic złego

WYSOKIE OBCASY nr 29 dodatek do Gazety Wyborczej nr 168, wydanie z dnia 20/07/2002 , str. 23

Sławomir Zagórski: Czy w seksuologii stosuje się pojęcie normy?

• Dr Andrzej Depko, seksuolog: Stosuje się. Seksuolog, jak każdy lekarz, musi wiedzieć, co jest normalne i zdrowe, a co chore i co należy leczyć. Problem polega na tym, że w seksuologii trudno jest ustalić uniwersalną definicję normalności. Inaczej formułuje się ją z punktu widzenia czysto medycznego, a inaczej społecznego. Społeczne ujęcie normy jest znacznie bardziej restrykcyjne - spora grupa zachowań, które medycyna uznaje za niewymagające leczenia, jest społecznie nieakceptowana. Im bardziej liberalne podejście społeczeństwa do seksualności, tym norma społeczna jest bliższa medycznej.

Czy w kwestii zachowań seksualnych w ogóle daje się wyznaczyć ostrą granicę - to jeszcze jest normą, a to już nie?

Nie. Ta granica jest płynna i nieostra. Niektórzy seksuolodzy - zresztą sam się do nich zaliczam - twierdzą, że norma w seksuologii jest pojęciem abstrakcyjnym. Nie istnieje problem normalności i nienormalności zachowań seksualnych. Istnieje problem wolności i stopnia jej ograniczenia oraz tolerancji i nietolerancji.

Aby rozpoznać patologię, lekarz musi wziąć pod uwagę osobowość pacjenta, przyjrzeć się, jak, gdzie i kiedy przejawia on konkretne zachowania, a także dokładnie ocenić jego relacje z partnerem.

Gdybyśmy się jednak trzymali pojęcia normy, jaki byłby jej zasadniczy wykładnik?

Dojrzałość obojga partnerów, obustronna akceptacja, obustronne dążenie do sprawienia sobie i partnerowi rozkoszy, nieszkodzenie sobie i nieszkodzenie innym.

Jeżeli te kryteria są spełnione, z punktu widzenia seksuologa wszystko jest w porządku. O ile zachowanie dwojga ludzi nie hamuje rozwoju żadnego z nich i jest podstawą do budowania związku, to niech oni sobie robią, co chcą - niech się gryzą, ssą, biją, przywiązują do łóżka, nacierają miodem - nikomu nic do tego.

A jakie zachowania seksualne z całą pewnością nie są normą?

To zależy jaką - medyczną czy partnerską. Coś, co nie szkodzi z punktu widzenia lekarskiego, może być niedobre dla związku. Np. masturbacja pod względem medycznym jest całkowicie normalna. To substytut seksu rozładowujący napięcie u osoby, która nie ma możliwości odbycia stosunku.

A jeśli ma możliwość, ale nie chce z niej skorzystać?

No właśnie. Wtedy musimy ocenić zachowanie tego pacjenta z punktu widzenia normy partnerskiej. Wyobraźmy sobie trzydziestoletniego mężczyznę, który rozstał się z żoną, nie interesują go przypadkowe kontakty i zaspokaja się sam. Jego zachowanie jest jak najbardziej w porządku.

A teraz wyobraźmy sobie tego samego mężczyznę trzy lata później, kiedy poznał atrakcyjną kobietę, która go kocha i nie ma żadnych obiekcji w podejmowaniu kontaktów seksualnych. Tymczasem on decyduje się na te kontakty sporadycznie, a tak naprawdę czeka, aż dziewczyna wyjdzie z domu, i wtedy zaspokaja się sam. Jego zachowanie wykracza poza normę partnerską. Najprawdopodobniej uwarunkował się na jakiś czynnik, którego nie jest mu w stanie dostarczyć kontakt seksualny.

A jeśli mąż po piętnastu latach związku czasem sypia z żoną, ale coraz częściej decyduje się na masturbację? Czy to patologia?

Pod względem medycznym nie, pod względem partnerskim tak. Różnica między normą a patologią pojawia się wówczas, gdy rozkosz uzyskana z praktyk seksualnych nie spełnia roli więziotwórczej, lecz stanowi element rozrywający więź między partnerami.

To co jest patologią z punktu widzenia lekarskiego?

O patologii w sensie medycznym mówimy wówczas, gdy człowiek cierpi z powodu swoich upodobań, gdy sam ich nie akceptuje lub gdy zaburzają w istotnym stopniu harmonię w układzie partnerskim. Patologią jest gwałt, pedofilia, ale nie fetyszyzm ani sadyzm, ani masochizm, ani transwestytyzm (czyli upodobanie do noszenia ubrań płci przeciwnej) - żadne z tych zachowań nie jest patologią medyczną, a więc chorobą, którą należałoby leczyć. Nie są to co prawda zachowania szeroko akceptowane społecznie, nie zapominajmy jednak, że ludzie, którzy je przejawiają, mogą trafić na osobę, która to zaakceptuje czy której to wręcz odpowiada, i stworzyć kochający się, dobry układ partnerski. Wcale nie gorszy niż najnormalniejsza para pod słońcem.

I co niezwykle istotne - ich zachowania w niczym nie naruszają normy prawnej.

A co ją narusza?

Zachowania seksualne naruszające prawa innych osób: ekshibicjonizm, gwałt, pedofilia, mord z lubieżności, kazirodztwo. W Polsce można też pójść do więzienia za produkowanie i rozpowszechnianie pornografii lub zmuszanie do uprawiania prostytucji, czerpanie z niej korzyści.

Jeśli więc ktoś urządzi u siebie orgię na dwadzieścia osób, prawo nic do tego nie ma?

Nie. Chyba że podczas orgii dojdzie do gwałtu. Albo - że zaprosi się osoby poniżej piętnastego roku życia.

Czy pojęcie normy ma sens w odniesieniu do częstości kontaktów seksualnych?

Zanim kogoś, kto np. "zalicza" dziesiątki przygodnych kontaktów, uznamy za patologicznego erotomana, powinniśmy się uważnie przyjrzeć jego życiu. Jeśli to człowiek bardzo aktywny na różnych polach, a jego życie seksualne jest tylko elementem ogólnej wysokiej aktywności życiowej, nie widzę powodu do niepokoju. Z punktu widzenia norm społecznych jego zachowanie może być oceniane dwuznacznie, ale ja - jako lekarz - nie mam się do czego przyczepić.

Jeśli jednak hiperaktywność seksualna wynika z całkiem innych powodów, np. mężczyzna ma jakieś problemy psychiczne, poczucie niższej wartości i - idąc codziennie do łóżka z inną kobietą - próbuje coś sobie udowodnić, to jest patologia, droga donikąd.

A ludzie, którzy w ogóle rezygnują z życia seksualnego? Czy ich zachowanie mieści się w pojęciu normy?

Trzeba je również ocenić z punktu widzenia osobowości. Jeśli to świadomy wybór drogi życiowej, to wszystko w porządku. Patologią jest natomiast historia, z jaką zetknąłem się niedawno w gabinecie. Oboje atrakcyjni, aktywni, z sukcesami, trzy lata po ślubie. Do ślubu (poznali się kilkanaście tygodni wcześniej) byli bardzo aktywni seksualnie. Po ślubie odbyli tylko trzy stosunki, a teraz nic. Ona czuje się oszukana, on twierdzi, że wszystko jest OK, że ją kocha. Wyjeżdżają na Wyspy Kanaryjskie. "On już nie jest zmęczony pracą - opowiada żona. - Leżymy na rozgrzanym piasku, atmosfera kipi od erotyki, nocą hotel pracuje na fundamentach, a my jak brat z siostrą". Taka sytuacja nie jest normalna. To może być początek choroby organicznej wpływającej na układ hormonalny i powodującej wygaszenie potrzeb seksualnych. A może ten mężczyzna ma jakieś szczególne pragnienia seksualne, które boi się ujawnić żonie, a bez nich nie ma satysfakcji z seksu i dlatego rezygnuje z podejmowania kontaktów seksualnych? Może też mieć ukryte skłonności homoseksualne.

Jakie wyobrażenia mają Pana pacjenci na temat tego, co w ich zachowaniu jest, a co nie jest normalne? Co ich niepokoi?

Młodsi najczęściej zamartwiają się z powodu masturbacji. Wydaje im się, że są zboczeńcami i że popadają w straszliwą chorobę. Na ogół wystarcza jedna wizyta, by ich uspokoić.

A starsi?

Jeden z moich pacjentów pewnego dnia spotkał kobietę, poszedł do niej do domu i zaczął się z nią pieścić. Ku jego ogromnemu zdziwieniu kobieta w pewnym momencie stanęła nad nim okrakiem i nasikała mu wprost na brzuch i piersi. Nazajutrz przybiegł do mnie zaniepokojony i dopytywał się, czy ona aby nie jest zboczona. Chciał się przy okazji dowiedzieć, czy sam nie jest zboczony, bo - jak przyznał - zachowanie kobiety w gruncie rzeczy przypadło mu do gustu.

I co Pan na to?

Powiedziałem, że jeżeli obydwojgu im to odpowiada, to niech sobie sikają do woli.

A gdyby odpowiadało tylko jednej stronie? Co poradzi Pan kobiecie, która odkrywa, że mąż lubi się przebierać w jej bieliznę?

Zaskakująco często po pierwszym szoku, po długich rozmowach, okazuje się, że to nie zagraża rodzinie, że to taka delikatna nuta dziwności, którą ona potrafi tolerować. Razem kupują bieliznę, udając, że to dla niej.

Dla innych kobiet to szok, z którym nie potrafią się pogodzić. Jedyne, co mogę im poradzić, to zadanie sobie pytania: dlaczego nie umiem sobie z tym poradzić? Co przesądza o tym, że nie umiem tego zaakceptować? Może jest to udziwnienie, które mogę tolerować, ponieważ kocham męża i rozumiem, że to nie zagraża naszemu związkowi?

Można myśleć o psychoterapii. Będzie wtedy ukierunkowana na to, by pomóc zaakceptować dziwactwa partnera. Ale często związek zaczyna się sypać.

Dlaczego to nie on ma pójść na psychoterapię? Nie zmieni się?

Nie zmieni się, on ma przymus uprawiania seksu w taki sposób, ma trudność z uzyskaniem podniecenia albo w ogóle nie potrafi inaczej go osiągnąć. Nie może w inny sposób mieć orgazmu. Transseksualista się z tym rodzi. Reszta to uwarunkowania nabyte. Na pewną podatność osobniczą nakłada się środowisko zewnętrzne.

Na przykład masochiści często mają surowych rodziców bijących ich w dzieciństwie. Podczas bicia w okresie dojrzewania może dojść do przekrwienia mięśni miednicy małej i skojarzenia tego z pobudzeniem seksualnym. To prawo pierwszego skojarzenia dotyczące pierwszych doświadczeń seksualnych.

Co jeszcze ludzi niepokoi?

Miłość francuska, seks analny. Warto przypomnieć, że jeszcze pięćdziesiąt lat temu miłość francuska była powszechnie uważana za zboczenie i twierdzono, że trzeba się z tego leczyć. Do dziś w trzech stanach Ameryki Północnej stosunki oralno-genitalne traktowane są wciąż jak przestępstwo.

Skoro jednak w historii różne zachowania wykraczały poza normę, może to było uzasadnione? A my teraz stale rozszerzamy spektrum przyzwolenia?

Wcale nie rozszerzamy spektrum, tylko namawiamy na tolerancję. Próbujemy wytłumaczyć, że to, co robicie we własnych czterech ścianach, co służy budowaniu waszej miłości, jest OK. Cieszcie się z tego, co możecie dać sobie nawzajem. I niech nikt z zewnątrz, ze swoimi normatywnymi zapatrywaniami, nie wchodzi do waszego łóżka.

W kwestii seksu analnego też?

Jak najbardziej. Ponieważ jednak tak naprawdę ośrodkiem seksualnym jest mózg, to mózg albo akceptuje takie zachowanie, albo nie, może potęgować lub blokować przewodnictwo nerwowe. Dlatego dla jednej kobiety seks analny będzie źródłem rozkoszy, a innej będzie się kojarzyć wyłącznie ze zboczeniem, z fekaliami. I nawet gdy zgodzi się na tę formę miłości, będzie na tyle zablokowana psychicznie, że nie odczuje najmniejszej przyjemności. Uspokajam moje pacjentki, że z punktu widzenia fizjologicznego nie ma w tym nic ze zboczenia. To wyłącznie kwestia indywidualnego wyboru. Kobieta ma prawo sama dokonać takiego wyboru, zaś partner nie ma prawa jej do tego przymuszać.

W zachowaniach fetyszystycznych też Pan nie dostrzega żadnej patologii?

To zależy. Są zachowania fetyszystyczne zupełnie niewinne. Dziewczyna ma chłopaka, który używa wody toaletowej Fahrenheita. Ten zapach bardzo jej się podoba. Przez jakiś czas wiąże ich silna więź seksualna, potem z jakichś powodów się rozstają. Ale dziewczynie zapach mężczyzny zawsze już będzie się kojarzyć z tym zapachem, a woda Fahrenheita wywoływać stan napięcia seksualnego.

Ale są zachowania fetyszystyczne, które wykraczają poza normę. Np. mężczyzna prosi kobietę, by założyła do łóżka wysokie obcasy. Póki są tylko uzupełnieniem, dodatkiem do miłości, wszystko jest OK. Gorzej, gdy po jakimś czasie okazuje się, że sama partnerka staje się nieistotna, a do uzyskania zaspokojenia seksualnego wystarczą wyłącznie jej buty czy majtki. W chwili gdy przedmiot - bielizna, but, grzebień, piżama - staje się ważniejszy od osoby, to jest patologia.

Czy w różnych zboczeniach płciowych jest jakiś wspólny mianownik?

Tak. Popadnięcie w zmysłowość. Człowiek czuje, że seks stale zaprząta mu myśli, że ma nad nim władzę. Dochodzi do rozbudowy fantazji i praktyk seksualnych, ich wyrafinowania. Wzmożonej aktywności seksualnej towarzyszy obniżenie satysfakcji, większość kontaktów ma charakter anonimowy.

Pogłębia się niedostosowanie społeczne, rośnie poczucie osamotnienia, niszczenia własnej egzystencji. Niepokój popychający do szukania pobudzeń i sygnałów o charakterze seksualnym pojawia się okresowo. Z czasem staje się silniejszy niż wszelkie społeczne względy i skrupuły.

Patologiczne zachowania seksualne częściej wykazują mężczyźni?

Tak.

Dlaczego?

Częściowo odpowiedzialny jest za to męski hormon płciowy - testosteron, a częściowo sposób wychowania. Seksualność kobiet z reguły jest bardziej wyciszona niż męska. I to mężczyźni wszędzie na świecie dominują w statystykach przestępczości seksualnej.

Czy osobie, której zachowania erotyczne wyraźnie wykraczają poza normę, można pomóc?

To zależy. Jeśli zgłasza się do mnie transwestyta czy ktoś z odchyleniem masochistycznym (tych ludzi jest znacznie więcej niż "prawdziwych zboczeńców", czyli gwałcicieli czy pedofili) namawiam go, by zaakceptował swoją odmienność i starał się znaleźć partnera, z którym będzie mógł stworzyć szczęśliwy związek.

Natomiast osobom dotkniętym rzeczywistym zboczeniem pomóc jest niezwykle ciężko. Próbuje się ich leczyć farmakologicznie, osłabiając popęd, a także hipnozą po dokładnym ustaleniu, co uwarunkowało ich kłopoty.

W Ameryce pedofilom podaje się pigułki. A u nas?

W Polsce nie ma żadnego ośrodka, który by leczył przestępców seksualnych. Ale dodajmy, że terapię farmakologiczną pedofili w Stanach Zjednoczonych trudno też uznać za wielki sukces

Pamiętam jeden z dramatycznych listów na forum w naszym portalu. Napisał ojciec przerażony faktem, że jego dorastająca córka działa na niego coraz bardziej podniecająco. Boi się, że któregoś dnia ulegnie pokusie. Co powinien zrobić w takiej sytuacji?

Jak najszybciej odwiedzić seksuologa. Apelowałem do jego rozumu i tłumaczyłem, do jakiej tragedii może doprowadzić jego zachowanie. Do mnie ten człowiek nie dotarł, ale mam nadzieję, że mój list odniósł zamierzony skutek.

Rozmawiał Sławomir Zagórski

Fragmenty forum w portalu www.gazeta.pl

Piotr: Małżeństwem jesteśmy od 18 lat. Wspólny seks stał się, niestety, już troszkę nudny. Od pewnego czasu dręczą mnie myśli, żeby spróbować seksu w trójkącie. Żona na początku nie chciała o tym słyszeć, teraz widzę, że nawet ma ochotę. Myśl, że z innym facetem będę się kochał z moją żoną, ogromnie mnie podnieca. Czy to normalne? Czy może być pozytywne dla naszego związku? Daria: Nie, to nie jest normalne. Czy pozytywne? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - na pewno się po tym rozejdziecie, ale nie wiem, czy to dobrze, czy źle.

Lechu: Jak spróbujesz i nie wyjdzie to z korzyścią (rozczarowanie), to już będzie PO, a nie PRZED. Jak z Adamem, Ewą i jabłkiem. W historii ludzkości poligamia istniała i była powszechna. Orgie, harem - to także było. Jak ktoś ma duży popęd seksualny, no to nie ma wyjścia. Według mnie to, że to cię podnieca, jest jak najbardziej normalne (wyjściem nie jest ucieczka przed czymś, co cię podnieca). Ale zdecydowanie NIE radzę realizować tego wprost, choć może istnieją ludzie, którzy korzystają z tego, a niewiele tracą (bo może nie mają czego tracićSmile. Twoje doznania rodzą się w twoim mózgu, wykorzystaj do maksimum fakt, że myślenie o tym bardzo cię podnieca.

Andrzej Depko: Jak do tej pory specjaliści nie potrafią odpowiedzieć, czy popęd seksualny człowieka jest mono-, czy poligamiczny. Co powoduje, że małżeństwa albo pary związane ze sobą na stałe decydują się "na otwarcie związku"? Główne przyczyny to ciekawość albo znudzenie.

Udzielenie sobie nawzajem przyzwolenia na seks grupowy to zakamuflowana forma zdrady, do której prawdopodobnie by nie doszło, gdyby nie zgoda partnera(-ki).

Nuda: tak to z seksem czasami jest, że pomimo nieustannego dążenia do zaspokojenia popędu powtarzające się zachowania mogą wywołać znużenie, a przez to wydać się mało podniecające. Rozpoczyna się wówczas poszukiwanie bodźców, które pozwoliłyby odnaleźć przyjemność w kontaktach seksualnych, podtrzymać temperaturę uczuć.

Inne przyczyny: nadmiernie silny popęd seksualny jednego z partnerów, niedopasowanie seksualne, tendencje orgiastyczne lub dewiacyjne jednego z partnerów lub po prostu traktowanie seksu jak rozrywki. Dla niektórych seks grupowy staje się parawanem dla ukrytych tendencji homoseksualnych.

Tendencje orgiastyczne wynikają z potrzeby zwielokrotniania siły bodźców seksualnych i stosowania wyrafinowanych technik seksualnych. W seksie grupowym uprawianym z takich pobudek dominują doznania typowo fizjologiczne.

O tendencjach dewiacyjnych możemy mówić, jeżeli większa liczba partnerów jest warunkiem koniecznym do osiągnięcia podniecenia i rozkoszy seksualnej.

Wszyscy zwolennicy seksu grupowego twierdzą, że ta właśnie forma kontaktów stanowi dla nich większe urozmaicenie niż najbardziej wymyślne praktyki seksualne ze stałym partnerem. Rzadko wspominają o ryzyku, jakie niesie seks grupowy. Dla jednych może być to jedynie epizodyczne doświadczenie seksualne, dla innych zaś początek nowej formy współżycia.

Następstwem tego doświadczenia może być rozpad obecnego związku w wyniku znalezienia przez jedną ze stron bardziej jej odpowiadającego seksualnie partnera. Częste bywają konflikty wynikające z zazdrości lub zaniedbywania partnera. Typowym następstwem seksu grupowego jest spłycenie lub zanik więzi partnerskiej na skutek zniewolenia psychicznego od seksu jako wartości nadrzędnej

Dr Andrzej Depko, lekarz seksuolog, kierownik państwowej poradni seksuologicznej w Warszawie

WYSOKIE OBCASY nr 29 dodatek do Gazety Wyborczej nr 168, wydanie z dnia 20/07/2002 , str. 23

Tekst pochodzi z Internetowego Archiwum Gazety Wyborczej . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez odrębnej zgody Wydawcy zabronione.

Zobacz profil autora http://forum-psychoterapia.findtalk.biz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach